Pierwsza pomoc w napadzie padaczkowym

Na temat pomocy przedmedycznej w napadzie padaczkowym powstało wiele mitów. Wynikają one ze starych doświadczeń i praktyk, które już dawno, dawno temu zostały poddane weryfikacji i zmianie. Zasady udzielania pierwszej pomocy cały czas ulegają modyfikacją i regularnej aktualizacji. Prowadzone są analizy, które stanowią podstawy do wdrożenia najprostszego, najoptymalniejszego i najskuteczniejszego działania.

Napad padaczkowy jest objawem toczących się w mózgu wyładowań bioelektrycznych. Może być różnie nasilony i odmiennie się manifestować. Najwięcej emocji budzi jednak napad toniczno-kloniczny i wtórnie uogólniony.

Czasem chory może przewidzieć napad, ponieważ czuje się specyficznie i pojawiają się u niego objawy zwiastujące atak. Jedni stają się bardziej drażliwi, apatyczni, zmęczeni; inni zaś mają nieodpartą ochotę na jedzenie, bardziej się pocą, a jeszcze inni skarżą się na bóle głowy, mrowienia w kończynach, widzenie błysków i mroczków lub nawet zauważają zmiany skórne w postaci zaczerwienienia albo zblednięcia. W fazie tonicznej, jak już kiedyś pisaliśmy, ma miejsce upadek, skurcz mięśni, zaciśnięcie zębów, zatrzymuje się oddech na niedługi czas, chory wydaje charakterystyczny „powietrzny okrzyk”, traci przytomność, jego oczy nieruchomieją, a głowa zostaje odgięta w tył. Po fazie tonicznej następuje faza bardziej „spektakularna”, czyli faza kloniczna ze znamienitymi drgawkami o różnej amplitudzie. Może też dojść do oddania moczu i stolca. Po tak intensywnym „wysiłku epileptycznym” chory zapada w sen, określany jako stan pomroczny. Jest to sen o właściwościach regenerujących komórki nerwowe, dlatego poszkodowanego nie należy z niego wybudzać. W pewnych przypadkach osoba po napadzie może być pobudzona i agresywna, wiec „budzenie” może być niebezpieczne nawet z tego względu.
Podczas napadu zauważa się zaburzenia świadomości. Chory na ogół nie pamięta napadu i ewentualnych nieprzyjemnych zdarzeń (nieświadoma agresja i pobudzenie ruchowe), ale zgłasza że się dziwnie czuł przed zdarzeniem. Czas napadu wynosi zazwyczaj 2-3 minuty, gdy trwa dłużej lub często się powtarza, wówczas mówimy o stanie padaczkowym, o którym będzie mowa w odrębnym artykule.

Co zatem należy zrobić by właściwie udzielić pomocy w napadzie padaczkowym?
1.    Nie wpadać w panikę i nie robić sensacji z powodu tego co właśnie doświadcza chory. Raczej postarać się zachować zimna krew i spokojnie działać. Nie jest to łatwe, ponieważ często się boimy dotknąć osobę w odmiennym stanie świadomości. Strach ten na ogół wynika z niewiedzy, dlatego warto zgłębiać swoja wiedzę z zakresu pierwszej pomocy przedmedycznej.

2.    Gdy poszkodowany osunął się na ziemię, warto go przenieść lub przesunąć w miejsce o miękkim podłożu, np. trawnik lub dywan. Trzeba ochronić głowę przed urazami, asekurując ją swoimi dłońmi lub lekko obejmując udami w pozycji klęczącej zza głowy chorego. Należy też wezwać pogotowie ratunkowe, dzwoniąc pod numer 112 lub 999 (samodzielnie lub polecić to konkretnej osobie z „tłumu obserwatorów” używając konkretnego komunikatu: „Pani zadzwoni po pogotowie!”, „Ty zadzwoń po pomoc!” i nawet wskazując palcem).

3.    Poszkodowany na kilkadziesiąt sekund przestaje oddychać, co ma miejsce w fazie tonicznej. Wtedy nie podejmujemy działań resuscytacyjnych (uciskanie klatki piersiowej i oddechy ratownicze), ponieważ niebawem nastąpi faza kloniczna.


4.    Po ustąpieniu drgawek ułożyć chorego w pozycji na boku, z odchyleniem głowy do tyłu, po to aby umożliwić „bezpieczny odpoczynek” z drożnymi drogami oddechowymi. Nadmiar śliny możemy zetrzeć, ale nie zaglądamy choremu do buzi i nic z niej nie wyciągamy, chyba że wystaje z niej ciało obce, np. resztki jedzenia, gęsta ślina, wysunięta proteza zębowa.

5.    Po przebudzeniu poszkodowanego, warto go zapytać o dalszą pomoc. Nie pozostawiaj go samego. Mów do niego spokojnie, nie krzycz, zadawaj pytania i sam też odpowiadaj na komunikaty poszkodowanego.

Jak już we wcześniejszych artykułach wspominaliśmy, można spróbować sfilmować napad padaczkowy np. kamerą z telefonu komórkowego i udostępnić go służbom ratunkowym. Jest to cenne źródło informacji w procesie diagnostycznym i leczniczym. Ale nie zawsze otoczenie tą czynność uzna za ratującą i pomocną, wręcz ganiąc za takie postępowanie. (Ja bym zaryzykowała, jeżeli tu o ryzyku może być w ogóle mowa J ).

Czego więc nie robić?
Już w dalekiej przeszłości zanegowano skuteczność takich czynności jak:

- zapobiegawcze włożenie patyka/linijki/portfela/kawałka deski do ust, w celu uniknięcia przygryzienia języka; taka czynność raczej zaszkodzi np. wybiciem zębów i skaleczeniem śluzówki, albo przygryzieniem palca ratującego; chory nie udusi się językiem, nie „odgryzie” go sobie i go nie „połknie” – może go lekko przygryźć, podobnie jak śluzówki policzków – język może zatkać drogi oddechowe podczas snu popadaczkowego, dlatego zaleca się ułożenie poszkodowanego na boku z odchyleniem głowy do tyłu,

- przytrzymywanie kończyn, krępowanie ruchów i używanie siły; także sprzyja urazom i może je potęgować, poza tym może być mylnie odebrane przez otoczenie i zdezorientowanego pacjenta, co na ogół skutkuje rękoczynami oraz niesłusznymi oskarżeniami,

- wybudzanie ze snu po napadzie, które nie tylko wpływa na uszkodzenia w obrębie mózgu, ale i narażą na przejawy agresji ze strony zdezorientowanego i pobudzonego psychoruchowo poszkodowanego.

Obrazek pochodzi z >> parada.fm

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz